Oczami Łukasza
Po treningu poszliśmy do knajpy na piwo. Dziewczyny wybrały się chyba na zakupy. Dziś z Sarą jest opiekunka bo Ewa wyjechała do koleżanki. Cały czas myślę o Vanessie. Chciałbym się z nią lepiej poznać. Ona mnie intryguje. Nie jest taka jak inne dziewczyny. Chyba, że mi się tylko tak wydaje.
-Łukasz cco taki smutny jesteś?-Marco
-Nie jestem.-Ja
-Już wiem. Przykro ci bo przegraliśmy.-Mario.
-Umiecie pocieszyć?-Ja
-No ba nie wiedziałeś?-Robert
-Wiedziałem.-Ja
Posiedziałem chwilę i wróciłem do domu. Pobawiłem się z córką. Następnie położyłem ją spać. Ja też byłem zmęczony, więc wykąpałem się i położyłem się na łóżku. Ciągle myślałem o tej dziewczynie. Co ze mną się dzieje? Chwilę później odpłynąłem w krainę Morfeusza. Promienie słoneczne obudziły mnie. Ubrałem się, zjadłem śniadanie i przygotowałem posiłek dla Sary. Następnie zawiozłem ją do żłobka. Wracając postanowiłem pojechać do marketu. Chodząc po sklepie spotkałem Vanesse. Postanowiłem zagadać. Co mi szkodzi?
-Cześć.
-Hej.
-Co ty tu robisz?
-Zakupy.
-Głupie pytanie.
-Trochę.
-Co u ciebie?
-Nic nowego. A u ciebie?
-Spoko.
-Jak Sara?
-Świetnie. Kiedy macie następny trening?
-Jutro. A wy?
-Też. My o 10.
-My o 15.
-Czyli się nie spotkamy.
-No cóż bywa. Dobra lecę. Cześć.
-Hej.
Dziś była miła. Skończyłem robić zakupy. Wróciłem do domu. Zrobiłem obiad i pojechałem po córkę. Ewa nadal nie wróciła. Nasze małżeństwo to tylko formalność. Kilka podpisanych papierków. Nic więcej.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz